NASA i Electra wprowadzają rewolucję: nowatorski samolot „podwójny bąbel” zmniejszy kolejki pasażerów!
Przemysł lotniczy to niezgrabny słoń, który dziesięcioleciami lata na tych samych pomysłach. Jednak NASA postanowiła nieco pchnąć progres, uruchamiając program AACES 2050 (Advanced Aircraft Concepts for Environmental Sustainability). Amerykański startup Electra, mając wsparcie potęg takich jak American Airlines i Lockheed Martin, zaprezentował swoją wizję tego, jak będziemy latać za ćwierć wieku. Spoiler: to nie latający spodek, a coś znacznie bardziej racjonalnego.
Przestronny salon w wąskim ciele
Zamiast klasycznego cylindrycznego kadłuba, do którego wszyscy jesteśmy przyzwyczajeni, inżynierowie proponują system „podwójnej bańki” (double bubble). Jest to, gdy dwa cylindry jakby łączą się w jedno szerokie ciało. Po co to jest? Po pierwsze, taka forma sama w sobie tworzy dodatkową siłę nośną, co pozwala nieco zmniejszyć rozmiar skrzydeł. Po drugie, rozwiązuje to wieczny problem kolejek w korytarzach.
Pod względem rozmiarów zewnętrznych samolot pozostaje w klasie wąskokadłubowych (jak Boeing 737), ale wewnątrz znajduje się pełnowartościowy salon z dwoma korytarzami. To oznacza, że załadunek i wyładunek pasażerów będzie znacznie szybszy, a kolana sąsiadów będą nieco dalej od ciebie. W świecie, gdzie linie lotnicze walczą o każdą minutę postoju na lotnisku, to brzmi jak marzenie dyrektora finansowego.
Today, @ElectraAero unveiled a new conceptual aircraft design for next-generation airliners developed as part of @NASA's Advanced Aircraft Concepts for Environmental Sustainability (AACES) 2050 program. The concept pairs a double-bubble lifting fuselage and electric tail fans… pic.twitter.com/0ZMsJYUYOO
— Electra.aero (@ElectraAero) June 8, 2026
Wentylatory, które „połykają” powietrze
Najciekawsze jest ukryte w tylnej części. Technologia nazywa się Boundary Layer Ingestion (BLI), czyli zarządzanie warstwą przyścienną. Tradycyjne silniki turbowentylatorowe pod skrzydłami nigdzie nie znikają, ale teraz nie tylko pchają samolot do przodu, ale i zasilają dodatkowe wentylatory elektryczne w ogonie.
Te wentylatory zasysają wolny przepływ powietrza opływający kadłub i dodatkowo go przyspieszają. To radykalnie zmniejsza ogólny opór aerodynamiczny. Według obliczeń Electra, samo zastosowanie BLI może dać do 17% dodatkowej efektywności w zużyciu paliwa. Jeśli do tego dodamy ogólny postęp w dziedzinie budowy silników do 2050 roku, otrzymujemy bardzo przyzwoitą oszczędność naftowa bez przechodzenia na wątpliwe technologie.
Rzeczywistość zamiast „różowych okularów”
W przeciwieństwie do wielu startupów, które obiecują przesiadkę świata na wodór lub czystą energię elektryczną już jutro, zespół Electra stoi twardo na ziemi. Ich koncept jest zaprojektowany do wykorzystania tradycyjnego paliwa lotniczego lub jego ekologicznych odpowiedników (SAF). Główny cel to adaptacja do obecnych realiów. Żadnych nowych terminali ani specjalnych stacji paliwowych nie potrzeba: samolot jest kompatybilny ze standardową infrastrukturą lotnisk.
Projekt wspiera potężne konsorcjum. Oprócz NASA w sprawie uczestniczą Honeywell Aerospace, dział Skunk Works firmy Lockheed Martin oraz wiodące uniwersytety USA, w tym MIT. Wraz z konceptem firma wydała pakiet 11 dokumentów technicznych oraz narzędzie programowe na platformie NASA Aviary, aby inni deweloperzy mogli wykorzystać te opracowania do projektowania zelektryfikowanych aparatów.